Dzierżoniów
Zdjęcia, filmy
Zobacz

Bon moty

W Polsce nie ma dużej myśli, bo przeszkadza szczebiot Maryni Połanieckiej i szuranie pantofli Dulskiego.

Nikt za mną nie tęskni

Nasz felieton

  Niedawno skończył mnie się urlop tym samym piwkowanie i byczenie się na wersalce przed telewizorem. Nie zawiódł tylko napój chmielowy w telewizji bowiem głównie festiwal spotów reklamowych: materac w promocji, pizza za pół ceny, farmakologiczne wspomagacze na męską potencję, erekcję czy znaną już od pokoleń coca colę.

 
  Urlopową sjestę zakłóciła niespodziewana śmierć bliskiego sąsiada, pana Leona. W 76 roku życia dopadł go złośliwy nowotwór, spiczak. Sąsiad miał dwójkę dorosłych dzieci i trójkę wnucząt. Rodzinka, ojca i dziadka odwiedzała od wielkiego dzwonu, dwa, trzy razy w roku z okazji świąt i może czyiś urodzin czy imienin. Zdarzało mi się robić mu zakupy, załatwić jakąś sprawę w urzędzie, opieka społeczna z uwagi na rodzinę odmówiła opieki domowej. Na krótko przed śmiercią sąsiad zaprosił mnie na kawę, z tonu jego głosu wywnioskowałem, że chce mi powiedzieć coś ważnego. Pan Leon siedział nad filiżanką kawy, apatyczny, kiwając się raz do przodu, raz do tyłu, jak by odpowiadał na czyjeś ukłony, mnie zaś przyszło na myśl zachowanie charakterystyczne dla choroby sierocej. Minęła dobra chwila nim zdał sobie sprawę z mojej obecności po czym ruszył do kuchni szykować obiecaną kawę. Przyniósł ją w niedomytej filiżance i przesłodzoną, choć wiedział, że nie lubię kawy ulepka. Na początku nasza rozmowa przypominała oglądanie po raz dziesiąty, wirującego na podłodze bąka. Nie wytrzymałem i zapytałem wprost: Czy coś się stało panie Leonie? Wie pan co, zaczął melancholijnie, wpatrzony w filiżankę z kawą, w tym roku na Wigilię nikt z rodziny mnie nie odwiedził, zadzwoniła Marcysia (córka), że nie mogą też mnie zaprosić do siebie, bo dzieciaki złapały grypę. Syn z synową i wnukiem natomiast jeszcze przed Wigilią wyjechali na całe święta do jednego z ośrodków narciarskich w Sudetach.


  Swego czasu, Józef Stalin w chwili szczerości zwierzył się "Jestem najpotężniejszym człowiekiem na świecie, żądzę największym imperium w dziejach, kochają mnie miliony, nazywają ojcem narodu i nie mam z kim wypić filiżanki herbaty". W życiu zawodowym, pan Leon był cenionym pracownikiem w diorowskiej administracji, był też konsultantem w jednej z świdnickich firm. 10 lat temu odeszła mu żona, dawni koledzy gdzieś się porozchodzili, większość jednak pomarła, teraz, mówił, tam dokąd zmierzam nikt na mnie nie czeka tam zaś skąd idę nikt za mną nie tęskni, najbardziej boli samotność, łzy często płyną mi jedną strugą razem ze smarkami - dodaje. Samotność to stan wyobcowania, świat zimny, nieprzyjazny i często mroczny.


  Pan Leon miał niepraktyczną cechę, że nie zapraszany nie nachodził innych, w tym także rodziny - tak mnie wychowano - mawiał. Nie ma już mojego sąsiada, zabiły go wiek, choroba i samotność, najbardziej bolesna ta od rodziny. Po panu Leonie pozostało tylko mieszkanie, zapisał je dzieciom, a te pewnie korzystnie je sprzedadzą.


ata.samotnosc

 

Wrocław °C
  17.12.2018 Ferienhaus Ostsee

Ciekawe cytaty

Kwota wolna od podatku 8 tys. zł i 500 zł miesięcznego dodatku na każde dziecko z biednej rodziny i zamożniejszej po 500 zł na drugie i kolejne dziecko - budżet państwa tego nie wytrzyma.

Leszek Balcerowicz - wypowiedź w TV z 12.11.2015 r
reklama