Dzierżoniów
Zdjęcia, filmy
Zobacz

Bon moty

Minuta to jest krótko czy długo? Zależy po której stronie drzwi od toalety się znajdujemy.

Nasi korespondenci informują

Dziennik pieszycki-recenzja
autor: Zbigniew Chojnowski

Literatura służy ludziom jako podręczny wehikuł czasu. Tym razem w przeszłość, w klimat społeczny miesięcy poprzedzających wprowadzenie stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku, zabiera nas Dziennik pieszycki, Adama Lizakowskiego.

 

Po trzydziestu pięciu latach od daty ostatniego wpisu można autorowi podziękować za wiarygodne opisanie tamtych dni, które przeszły do historii pod nazwą „wybuch Solidarności”
Diariusz, obejmujący dni od 5 stycznia do 29 października 1981 roku, zapowiada rysy późniejszej twórczości Lizakowskiego już jako emigranta z Chicago. Skłonność do odczarowywania mitów i krytycznej refleksji nacechowanej socjologicznie znamionuje tego poetę i pisarza od zawsze.

Niebagatelne jest i to, że swoje utwory nawet liryczne, nasyca elementami reportażu. Potrafi w jednym zdaniu dokonać syntezy podjętego tematu. Po okresie tułaczki napisze o USA jako „ziemi obiecanej” z goryczą: Przepływ gotówki, ludzi i dóbr, jest niezbędnym składnikiem amerykańskiego świata. Opisywany bieg spraw osadza Lizakowski w konkretnej przestrzeni społeczno- geograficznej, na której urodę i brzydotę, czy znaki szczególne, jest bardzo wrażliwy.

Dziennik pieszycki to sprawnie napisany autentyk literacki, dokumentujący życiowy „przełom” młodego Polaka z prowincji, z Pieszyc u podnóża Gór Sowich w Kotlinie Dzierżoniowskiej (kiełkujące w tej narracji zainteresowanie rodzimym krajobrazem, tutejszą niemiecką ludnością autochtoniczna, historią lokalną obrodzi w literaturze polskiej nurtem „małych ojczyzn” dopiero po 1989 roku).

Gruntowna zmiana odnosi się do sfery prywatnej dwudziestopięciolatka dojrzewającego do decyzji o wyjeździe z Polski Ludowej na Zachód, podjętej wobec przedłużającego się bankructwa ,,socjalistycznego” państwa. Słabości PRL tłumaczone przez władzę ofensywą ruchu solidarnościowego, a z drugiej strony nieentuzjazmowanie się (powierzchownymi porządkami przedstawicieli NSZZ „ Solidarność” nie pozostawiają złudzeń. Lizakowski, który został zwolniony z pracy w domu kultury przez działaczy nowego związku dostrzegł szansę poprawy swojego losu poza krajem.

W obserwacjach i komentarzach autor jest bezpośredni. Toteż utrwalił się jego młodzieńczy idealizm, skłaniający się ku pewnym kalkulacjom. Młody literat obmyślał wejście do życia literackiego poprzez uporczywą, korespondencję, aż do skutku, adresowaną do uznanego twórcy.

Punktem wyjścia w wyznaniach Lizakowskiego jest poczucie skazy, wynikające z bycia z prowincji, która powinna zabiegać o względy Centrum, czyli Warszawy. Pieszycki prowincjusz, który już niebawem stanie się obieżyświatem, obywatelem lepszego i dalekiego świata, notował: „Siedzę zawinięty w koc w zimnym mieszkaniu, nad kartką papieru i dumam co tu napisać takiego, czego jeszcze nie było. Czy prowincja Dolny Śląsk, Góry Sowie (moja mała ojczyzna) może być atrakcyjna dla tych ze stolicy? Czy opisywanie tego, co tutaj przeżywam, jak widzę i odbieram świat, może być wydarzeniem literackim? (Czymś nowym czego jeszcze nie było?„. Mimo tych wątpliwości, Lizakowski trwał w przekonaniu, że środowisko literackie jest koterią, choć to przecież Tadeusz Nowak (wybitny poeta i redaktor działu poetyckiego w warszawskim „Tygodniku Kulturalnym„) umożliwił debiut prasowy pieszyckiemu adeptowi poezji.

Wiara w poezję (zwłaszcza Czesława Miłosza) wydaje się bezwarunkowa, ale w ,,spowiedniku” przyszłego emigranta rozważania o literaturze nie uzyskują roli dominującej. Sprawy główne to wybory, których musi dokonać, aby życie nie tylko potoczyło się dobrze i ciekawie, ale również obfitowało w sukcesy.

Kwestią ważną jest miłość do Haliny. Niezgoda narzeczonej na wyjazd z Polski na stałe po trzydziestu pięciu latach nabrała zgoła społecznie reprezentatywnego znaczenia. Jej postawa wskazuje na decyzje większej części młodych Polaków z początku dziewiątej dekady XX wieku, którzy mimo niskich standardów życia i nikłych możliwości ich poprawy postanowili klepać polską biedę. Z perspektywy czasu warto dodać, że tych, którzy pozostali w Polsce, władze PRL upokorzyły i zdemoralizowały dodatkowo, wprowadzając 13 grudnia 1981 roku stan wojenny. Miłość do dziewczyny przegrywa z „miłością do Zachodu”, która – jak twierdzi sam autor – miała zawsze w Polsce wymiar jednostkowy i zbiorowy.

Wrocław °C
  17.12.2018 Ferienhaus Ostsee

Ciekawe cytaty

Łatwiej wybaczyć wrogowi niż przyjacielowi.

William Blade

reklama